Tania żywność i kuchnia uliczna w Berlinie

Wybierasz się do Berlina i masz ograniczony budżet? Dobra wiadomość: to miasto słynie z pysznego jedzenia w bardzo przystępnej cenie. Podjęłam wyzwanie: spędzić przyjemny weekend w Berlinie i jeść dobrze bez rozbijania banku. Podczas podróży często najwięcej wydaję na posiłki – to skutek uboczny zamiłowania do dobrej kuchni i dużych porcji. W Berlinie chciałam zjeść dobrze, nie wydając przy tym fortuny.

 

Przyleciałam do niemieckiej stolicy na weekend w odwiedziny u bliskich znajomych. Gdy opowiedziałam im o swoich planach, ochoczo podjęli wyzwanie i obiecali pokazać mi dobrą, tanią żywność i kuchnię uliczną. W rezultacie odbyłam niesamowitą podróż gastronomiczną i odkryłam najlepsze miejsca z tanią żywnością w Berlinie. Teraz chcę podzielić się odkryciami z czytelnikami...

 

(Uwaga, to nie jest post dla osób dbających o linię.)

 

Butterring

Nie ma to jak wielka bułka nadziewana serem na dobry początek dnia! To nie żart. Przed przyjazdem do Berlina w życiu nie słyszałam o „butterringu”. Szczerze mówiąc cieszę się, że w moim kraju nie ma tego przysmaku, inaczej przytyłabym dobre kilka kilo i wydałabym fortunę na ogromne bułki. Są chrupiące na zewnątrz i mięciutkie w środku – nadzienie z twarogu wprost rozpływa się w ustach. Jedna bułka wyżywi dwie osoby przynajmniej do późnego ranka (kiedy przychodzi pora na currywurst). Ten pożywny przysmak kosztuje 1-1,50 euro, zależnie od lokalizacji. 

 

Butterring

Currywurst

Nawet jeśli cena nie gra roli, currywurst to obowiązkowa pozycja podczas wizyty w Berlinie. Ten lokalny przysmak nie wygląda zbyt atrakcyjnie, ale stanowi nieodzowną część berlińskiej kultury, tak samo jak Guinness w Dublinie, hot dog w Nowym Jorku czy pizza w Neapolu. W Berlinie znajduje się nawet Muzeum Currywurst (nie odwiedziłam go, bo byłam zbyt zajęta jedzeniem). Nie wiem, czy moje lekko skacowane podniebienie potrafiło wyczuć subtelne różnice między poszczególnymi kiełbaskami, ale pierwszego currywursta wspominam najlepiej. Zjadłam go w lokalu o nazwie „Curry Frtize” w dzielnicy Friedrichschain – 2 euro za kiełbaskę z bułką. Podają tam też przepyszne frytki. Wiem, bo zamówił je kolega. Tak, jestem jedną z tych, co nie zamawiają własnych frytek, a potem wyjadają wszystkie znajomemu (przepraszam).

 

To instytucja w Berlinie. Spróbuj.

Falafel

Na skrzyżowaniu ulic Reuterstrasse i Weserstrasse w dzielnicy Neukölln znajduje się mały, niepozorny lokal o nazwie Sahara, który serwuje wrapy z falafelem ociekające wyśmienitym sosem orzechowym. Aż mi ślinka cieknie na samą myśl – wcale nie przesadzam. Ten sos to prawdziwe niebo w gębie. To pierwsze danie, którego skosztowałam w Berlinie, i gdyby znajomi nie pokazali mi wielu innych świetnych lokali, pewnie stołowałabym się tam każdego dnia. Falafele w Saharze są tak wyśmienite, że nie podzieliłam się nawet z przeuroczym pieskiem żebrzącym przy wejściu, choć mam ogromną słabość do najlepszych przyjaciół człowieka. Zamówiłam wrap z falafelem i serem halloumi (3 euro) i mam ochotę na dokładkę. 

Sekret jest zdecydowanie w sosie ... Sahara w Neukölln

Kebaby

Berlin słynie z kebabów, które dzięki licznej społeczności tureckiej wiodą prym na berlińskiej scenie kuchni ulicznej. Jest jednak jeden kebab, który wyróżnia się spośród reszty. Jeden, by wszystkimi rządzić. Mustafa’s Gemüse Kebab w Kreuzbergu jest warty półgodzinnego stania w kolejce (dobra rada: aby czas mijał szybciej, zabierz ze sobą piwo. Picie na ulicy jest w Berlinie czymś normalnym – nikt nie weźmie cię za alkoholika). Zamówiłam döner kebaba i nie żałuję. Tak się rozsmakowałam, że doznałam częściowej amnezji i nie pamiętam dokładnie ceny, ale na pewno zapłaciłam poniżej 4 euro. Wrócę do Berlina choćby po dokładkę tego tureckiego przysmaku. Zapłaciłabym nawet za dostawę do Irlandii. 

To. Jest. Specjalny.

Pizza

Jednego dnia mocno padało, więc postanowiliśmy wybrać się na kolację do bardziej wykwintnego (i suchego) lokalu z siedzeniami, stolikami i innymi luksusami. Restauracja Il Casalore przy ulicy Grimmstrasse w Kreuzbergu okazała się strzałem w dziesiątkę. Tutejsza pizza nie ma sobie równych. Za dobrą radą znajomych zamówiliśmy po jednej pizzy i podzieliliśmy je na trzy, aby każdy mógł skosztować wszystkiego po trochu. Doznania kulinarne potęgowała pyszna, przyrządzana na miejscu oliwa z oliwek o smaku chilli. Rozważałam nawet dokupienie bagażu rejestrowanego, aby zabrać butelkę do domu, ale ostatecznie nie zrobiłam tego – to dobry pretekst, aby wrócić do Berlina. Wraz z piwami i napiwkiem uczta kosztowała około 12 euro za osobę, i porządnie się najedliśmy.

 

Najlepsza pizzeria w Il Casolare, Kreuzberg

Przypominam, że wszystkie te atrakcje kulinarne zaliczyłam w 1,5 dnia. Imponujące, prawda?

 

Na pewno pominęłam wiele słynnych lokali. Nie byłam w Burgermeisterze. Nie odwiedziłam Curry 36. Nie zjadłam kanapki kofte w Gel Gor i nie skosztowałam lahmacun. Po prostu nie starczyło mi czasu i/lub miejsca w żołądku. Jeśli macie pomysły na inne miejsca lub przysmaki, których powinnam spróbować, piszcie śmiało, bo z pewnością wrócę do Berlina na kolejną porcję kuchni ulicznej. Pamiętajcie tylko, że musi to być pyszna, a zarazem niedroga żywność. Na potrzeby tego bloga wartości zdrowotne są już opcjonalne.

 

 

- Dee Murray